thps3Pierwszy raz z Tony’m Hawk’iem zetknąłem się przy okazji części trzeciej u mojego przyjaciela z dzieciństwa. Przyznam się szczerze, że nie zachwycił mnie na samym początku. Grindowanie i czesanie tricków na desce nie wydawało się zbyt pasjonujące, brak realizmu wrzucał na moją twarz uśmieszek politowania, a dwuminutowe rundy wydawały się być kwintesencją ograniczeń tej gry. A potem zapytał się mnie czy nie chciałbym spróbować.

decks

THPS3 był jak narkotyk, który trzymał mnie w jastrzębich szponach swej grywalności. Dwuminutowe rundy odpalane jedna po drugiej zamieniały się w kilkugodzinne sesje deskorolkowych szaleństw. Całą grę przeszedłem 27 razy by odblokować wszystkie sekrety jakie były przede mną skrywane i dalej nie było mi dość. Doszło nawet do tego, że wszedłem w posiadanie prawdziwej deskorolki, jednakże niemożność grindowania po liniach telefonicznych i zapoznanie się z kilkoma filmikami z wypadków na desce sprawiły, iż szybko powróciłem do wirtualnego odpowiednika.

suburbiaJak wskazuje tytuł, Tony Hawk Pro Skater 3 jest trzecią częścią najsłynniejszej serii gier z deskorolką w roli głównej. Założenia są wyjątkowo proste, co też po części stanowi o magii tego tytułu. Gracz rzucony zostaje na początek planszy i ma dwie minuty na wykonanie dziewięciu zadań. Część z nich jest taka sama dla wszystkich map (zdobycie określonej liczby punktów, zebranie literek słowa S-K-A-T-E), niektóre natomiast są charakterystyczne dla danej miejscówki (jak uratowanie nieszczęśnika, którego język przymarzł do słupa w mroźnej Kanadzie). Po wykonaniu określonej ilości zadań otrzymujemy dostęp do nowej planszy. Na każdej z nich znaleźć możemy również kilka punktów statystyk służących do polepszenia umiejętności naszego skatera (jak wyskok na desce, szybkość czy też umiejętność utrzymywania równowagi), oraz nowy specjalny wzór dla naszej deski (aspekt jedynie wizualny). Co jakiś czas przyjdzie nam również zmierzyć się z innymi skaterami w turnieju, w którym musimy znaleźć się na pudle by przeskoczyć do kolejnej mapy. I tak w zasadzie się to kręci.

Powodem dla którego tak ciężko jest oderwać się od tego tytułu jest jego nieprawdopodobna grywalność. Po opanowaniu sterowania jazda na desce sprawia mnóstwo frajdy, co potwierdzi każdy kto w swoim życiu miał okazję połączyć kilkanaście lub kilkadziesiąt tricków w jednego wielkiego combosa. Występuje tu również bardzo silny syndrom jeszcze jednej rundy, szczególnie jeżeli poprzednia zakończyła się niepowodzeniem. O ile w innych tytułach poniesione klęski mogą zniechęcać do dalszej gry, to tutaj są one olbrzymią motywacją do podnoszenia swoich umiejętności. Warto również wspomnieć o opcji multiplayer, gdzie mamy możliwość porównać nasze skaterskie zdolności z innymi graczami. Przebicie najwyższego aktualnie wyniku na planszy i ujrzenie swojego nicka na czele stawki zawsze było powodem do dumy.

THPS3 błyszczy również na dwóch innych płaszczyznach: miejscówkach i ścieżce dźwiękowej. Zacznijmy od plansz. W większości są one doskonale zaprojektowane i świetnie się sprawdzają jako miejsce zabaw dla deskorolkowych szaleńców. Autorzy zdali egzamin z różnorodności w tym temacie, raz rzucając nas do zaśnieżonej Kanady, innym razem na lotnisko bądź też do Los Angeles zmagającego się z trzęsieniem ziemi. Dodatkowo po raz pierwszy w historii serii mapy były interaktywne i pod wpływem naszych działań mogło dojść na nich do małych (jak np. odblokowanie ukrytego miejsca) lub dużych zmian (jak wspomniane wcześniej wywołanie trzęsienia ziemi w LA).  Miałem okazję zapoznać się w moim życiu zarówno z THPS2 jak i częściami wydanymi po trójce, ale to właśnie mapy z THPS3 najbardziej zapadły mi w pamięci i pozostały w moim sercu.

Ogromną siłą tej produkcji jest także muzyka. Rzadko kiedy zdarza się, by autorzy tak bezbłędnie dobrali listę utworów, które idealnie współgrają z wydarzeniami na ekranie. Dodają one dodatkowej energii, sprawiając że śmiganie na desce staje się jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Muzyczną ucztę docenią szczególnie fani mocniejszych brzmień, gdyż na OST trafili m.in. tacy wykonawcy jak Motorhead, AFI, Alien Ant Farm czy też The Ramones. Jest to jedna z niewielu gier z których OST puszczam sobie do tej pory dla przyjemności.

character_darth_maulNa koniec warto wspomnieć jeszcze o zawartości dodatkowej, którą autorzy poukrywali na mapach, bądź też jest ona do odblokowania po spełnieniu określonych wymagań. Takie podejście skutecznie utrzymywało zainteresowanie tytułem, gdyż do końca nie wiedzieliśmy co za chwilę uda nam się odkryć. W skład sekretów wchodziły filmiki z kompilacjami rzeczywistych skaterów występujących w grze, ukryte poziomy oraz dodatkowe postacie. Najciekawiej prezentowały się te ostatnie. Oprócz Wolverine’a z X-Menów czy też twarzy charakterystycznych dla serii – Officera Dicka i Private Carrery, twórcy umieścili mojego ulubieńca z gwiezdnowojennej sagi, Dartha Maula. Każda z tych postaci posiadała swoje unikalne tricki, a udane wykonanie Dark Jedi Grind Maulem wizualnie dostarczało wiele radości.

THPS3 otworzył mi oczy. Był dla mnie symbolem nie zamykania się w obrębie ulubionych gatunków, ale próbowania i dawania szans grom których normalnie nie miałbym ochoty instalować. Gdyby nie poczciwy Tony, wiele perełek umknęłoby mi na przestrzeni ostatnich piętnastu lat. Po trójeczce wyszło jeszcze wiele kolejnych części serii, ale pomimo niezaprzeczalnej grywalności żadna nie była w stanie przyciągnąć mnie do siebie na równie długo. Jest to również najwyżej oceniania część na PC w pismach branżowych, a średnia ocen powyżej 90% pokazuje, że mamy w tym przypadku do czynienia z pozycją wybitną w swojej kategorii. I tylko szkoda że tak zasłużona seria rozmieniła się na drobne, czego dobitnym dowodem jest uwłaczający godności THPS5 z ostatniego roku, ze średnią ocen poniżej 40%. Rzadko która seria notuje aż taki regres, a niestety nic nie wskazuje na to, by pozycja sygnowana nazwiskiem 48-letniego obecnie skatera miała się jeszcze kiedykolwiek podnieść z kolan. Dlatego wszystkim zainteresowanym polecam którąś z wcześniejszych części, znakomita zabawa w zwariowanym klimacie gwarantowana!