Na nieco ponad 20 opisanych przeze mnie do tej pory gier aż 3 były spod znaku Star Wars – to chyba dobitny dowód na to, że gwiezdnowojenne uniwersum jest mi dość bliskie. Tym większym ciosem okazała się najnowsza część kinowej sagi. Nie chcę się tutaj rozpisywać ani pastwić nad Ostatnimi Jedi – dla mnie to po prostu nie są Gwiezdne Wojny, a podczas seansu odzywała się wręcz tęsknota nawet za, o zgrozo, Mrocznym Widmem. Czym prędzej zacząłem więc szukać remedium na zapomnienie o Rey, kaczym kasku i politycznie poprawnej azjatyckiej Róży. Na szczęście poszukiwania nie trwały długo, bowiem wystarczyło otrząsnąć się z szoku, podnieść z kanapy i sięgnąć w stronę półki.

Read More