Nikt nie żyje wiecznie. No chyba że James Bond. Agenta Jej Królewskiej Mości chyba nic nie jest w stanie wykończyć. Trudno byłoby zliczyć wszystkie sytuacje, wydawałoby się beznadziejne, z których uchodził cało na przestrzeni ostatnich 65 lat. Nie ma co ukrywać – życie agenta jest niezwykle ciekawe i obfituje w multum zwrotów akcji. Dlaczego zatem nie spróbować się wcielić w niego na ekranie monitora? Produkcji z 007 było sporo, a za najlepszą uchodzi słynny GoldenEye autorstwa studia Rare, wydany na GameCube’a w 1997 roku. Czy jednak były one naszą jedyną szansą na wskoczenie w buty tajnego agenta i zakosztowania szpiegowskiego żywota? Otóż nie! Najwyższa pora przypomnieć wszystkim o Cate Archer, czyli “Bondzie w spódnicy”!

Nasza bohaterka jest członkinią sekretnej międzynarodowej organizacji UNITY, stojącej na straży ludzkości. Jako była włamywaczka oraz pierwsza kobieta która wstąpiła w szeregi agencji, nie raz musiała się mierzyć ze sceptycyzmem i protekcjonizmem ze strony swoich przełożonych – Jonesa i Smitha. Jednak w 1967 roku, w ciągu zaledwie tygodnia, ponad połowa najlepszych agentów UNITY ginie z rąk nieznanego zabójcy. Podejrzenia padają na Rosjanina Dmitrija Volkova oraz nową, tajemniczą grupę terrorystyczną H.A.R.M. Ze względu na braki w personelu szefostwo zmuszone jest wysłać niedoświadczoną Cate, wraz z jej mentorem Brunem Lawrie’m, na pierwszą poważną misję w karierze. Ich zadaniem była ochrona brytyjskiego ambasadora przed zamachowcami w Maroku, na miejscu jednak cała akcja okazała się być pułapką zastawioną przez Volkova. Cate udaje się uciec, Bruno natomiast ginie z rąk Rosjanina.

Rozprawienie się z H.A.R.M. staje się zatem dla naszej bohaterki także kwestią osobistą. A problemy niestety zaczynają się piętrzyć. Cate zostaje wysłana do Berlina w celu ewakuowania niemieckiego doktora Otto Schenkera, który zdecydował się pracować dla Brytyjczyków. Niestety w drodze powrotnej na Wyspy zostaje odbity przez oddział H.A.R.M., dowodzony przez Magnusa Armstronga. Cate cudem unika śmierci (pomimo wyskoczenia z samolotu bez spadochronu!), niemniej jednak niewykonanie zadania spotyka się z rozczarowaniem ze strony przełożonych, a w szczególności negatywnie nastawionego do niej Smitha. H.A.R.M. tymczasem kontaktuje się z UNITY i przedstawia swoje żądania. W przypadku ich niewykonania grożą, że… wysadzą ludzi zainfekowanych tajemniczą, biologiczną substancją wybuchową wynalezioną przez Dr Schenkera! Nasze zadanie? Znaleźć listę zatrutych osób, odzyskać antidotum, zbadać relację między H.A.R.M. a Dumas Industrial Enterprises i ostatecznie powstrzymać terrorystów. Czyli w skrócie – uratować świat.

Zanim jednak uda nam się to zrobić, przemierzymy dziesiątki tysięcy kilometrów, wyrwiemy się kilkakrotnie ze szponów śmierci oraz przeżyjemy mnóstwo ekscytujących chwil. No One Lives Forever jest shooterem FPP, a za jego produkcję odpowiadało studio Monolith, znane z wcześniejszych dwóch świetnych gier z tego samego gatunku – Shogo: Mobile Armor Division oraz Blood 2: The Chosen. Doświadczenie to zaprocentowało przy tworzeniu przygód panny Archer, dzięki czemu otrzymaliśmy nie tylko jedną z najciekawszych, ale również najbardziej innowacyjnych gier FPP. Zadania (bardzo zróżnicowane!) można bowiem zaliczać na dwa różne sposoby. Pierwszym jest ten siłowy, czyli wyciągamy spluwę i wdajemy się w otwartą walkę z przeciwnikami. Drugi, skradankowy, jest natomiast dużo ciekawszy. Wykorzystująć gadżety przemykamy się po cichu i likwidujemy wrogów z ukrycia. Niekiedy nie mamy wyboru i daną sekcję musimy przejść w określonym stylu, w większości przypadków jednak sposób prowadzenia rozgrywki zależy tylko od nas. Oba na szczęście zapewniają sporo emocji.

Jak przystało na tajnego agenta, towarzysząc pannie Archer przemierzymy połowę świata. Obowiązki zawiodą nas m.in. do Marakeszu, Berlina i Bremy, na karaibską wyspę, w śnieżne Alpy, na dno oceanu a nawet… w kosmos! Misji jest naprawdę sporo i każdą wykonujemy w innych warunkach, za co autorom należą się ogromne brawa, tym bardziej że wszystkie odwiedzone miejsca są charakterystyczne i bardzo ładnie zaprojektowane. Na brak atrakcji również nie możemy narzekać. Poza wspomnianym już lotem bez spadochronu przyjdzie nam również m.in. zbadać wrak zatopionego frachtowca, poznać uczucie braku grawitacji, przejechać się alpejską gondolką oraz skuterem śnieżnym itd. I to wszystko obok standardowych zadań, takich jak sabotaż czy też zdobywanie tajnych informacji i danych. Co chwilę robimy coś innego, dzięki czemu rozgrywka ani przez chwilę się nie nudzi. Rzadko kiedy FPS dostarcza takiej różnorodności w temacie czynności wykonywanych przez gracza.

Tom Goodman

Mocną stroną tytułu są również wyraziste postacie, jakie napotykamy na naszej drodze. Sama Cate to twarda babka która, jak przystało na prawdziwą kobietę, zwraca baczną uwagę na swój ubiór. Kolorowe ciuchy i obowiązkowe szpilki (ich odgłos towarzyszy nam przez całą grę) zabawnie kontrastują z poważnym zawodem jaki wykonuje. Volkov natomiast jest zimnym, inteligentnym i bezwzględnym złoczyńcą, będącym kalką adwersarzy znanych ze srebrnego ekranu. Na uwagę zasługują również dwaj specjalni agenci H.A.R.M. Pierwszą jest Inge Wagner, otyła śpiewaczka (o okropnym głosie, budzącym strach wśród podwładnych), drugim natomiast Szkot Magnus Armstrong, były wojskowy, który zdradza ogromne zamiłowanie do noszenia kiltu, bójek i butelki whisky. Sceny z ich udziałem oraz kłótnie pomiędzy nimi kipią humorem, przez co ciężko ukryć sympatię do obojga. Sam Armstrong jest również żywą parodią często spotykanego motywu w produkcjach szpiegowskich, czyli darowania życia głównemu bohaterowi. Trzy razy decyduje się nie kończyć żywota Cate tylko dlatego że… ta jest jego rodaczką! Inną pastiszową figurą jest Tom Goodman, amerykański agent pomagający Cate. Wysoki, dobrze zbudowany, elokwentny, o zniewalającym, szerokim, śnieżnobiałym uśmiechu, dowcipnie obrazuje stereotypy na temat idealnego agenta. Grono barwnych bohaterów uzupełniają baron Archibald Dumas, prezes Dumas Industrial Enterprises i prywatnie zapalony myśliwy (kupujący swoje trofea), oraz jego wredna żona Felicity, odgrywająca w całej historii dużo większą rolę niż się może na początku wydawać.

Kim byłby agent do zadań specjalnych bez swoich wyjątkowych gadżetów? Zwykłym leszczem, dlatego też panna Archer, wzorem samego Jamesa Bonda, wyposaża się na nadchodzące misje w najnowsze zdobycze techniki. Naszym Świętym Mikołajem, dostarczającym Cate coraz to wymyślniejsze narzędzia między misjami, jest… Santa (!!!), czyli główny naukowiec i wynalazca UNITY. Autorzy skrzętnie wykorzystali tutaj płeć głównej bohaterki, ponieważ wiele z gadżetów zostało ukrytych w przedmiotach stanowiących standardową zawartość kobiecej torebki. Mamy zatem minigranaty w postaci szminek, butelki na perfumy zawierające gaz usypiający, klamrę do włosów służącą jako wytrych, okulary przeciwsłoneczne umożliwiające fotografowanie dowodów czy też wykrywanie min oraz stylowy pasek z klamrą wystrzeliwującą linkę z hakiem. Oprócz tego skorzystamy również m.in. z zapalniczki wykorzystywanej jako minispawarka, specjalnego proszku roztapiającego ciała czy też… pudla-robota, uwodzącego wrogie psy strażnicze! Zdecydowany plus dla twórców za pomysłowość.

Gdy jednak ciche metody zawiodą, przychodzi nam pociągnąć za spust. Niech nikogo nie zwiedzie aparycja Cate – tak naprawdę jest to wyjątkowo skuteczna zabójczyni, obeznana z wieloma rodzajami broni. W nasze ręce wpadną nie tylko pistolety oraz różnego rodzaju karabiny, ale także kusza, harpun, granatnik czy… kosmiczny laser! I mimo wszystko to fani otwartej wymiany ognia będą mieć większe pole do popisu. Możemy się skradać, unikać kamer i strażników, wystarczy jednak że zostaniemy dostrzeżeni lub któryś z wrogów znajdzie ślad naszej obecności (leżące ciała, ślady na śniegu) i już wszczyna alarm. W konsekwencji do końca danego etapu pozostaje nam już tylko przebijać się siłowo.

Bardzo ważną rolę w No One Lives Forever odgrywa humor. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że sama gra nie jest parodią w stylu przygód Austina Powersa. Mamy tutaj co prawda kolorowy klimat lat 60-tych, przerysowane postacie, zabawne dialogi itd., niemniej jednak autorzy nie chcieli odrzeć swojego dzieła całkowicie z powagi. Na lekką, dowcipną otoczkę składają się gagi, podsłyszane rozmowy, scenki przerywnikowe czy też wszędzie walające się przedmioty wywiadowcze (jak akta, walizki, schematy). Sam humor jest zwykle sytuacyjny, absurdalny, czasami również zamierzenie rynsztokowy, zawsze jednak pasuje do wydarzeń na ekranie i wrzuca uśmiech na twarz. Niektóre postacie, jak wspomniani Goodman czy Armstrong, są oczkiem puszczonym w stronę gracza w temacie stereotypów związanych z filmami szpiegowskimi, podobnie jak często występujące skróty i akronimy. Najlepszym przykładem jest samo H.A.R.M., którego rozwinięcie nie zostaje nam zdradzone do końca gry. Co więcej, wzorem filmów z Jamesem Bondem, NOLF posiada swoją własną piosenkę tytułową, stworzoną przez Richa Ragsdale’a i oczywiście zatytułowaną “No One Lives Forever”. Pod tą otoczką kryje się jednak poważna walka z organizacją terrorystyczną, zagrażającą życiu tysięcy ludzi. Dychotomia ta nadaje całej produkcji niezwykły charakter.

Ale NOLF był przede wszystkim wspaniałym FPSem. Wielu recenzentów uważało go wręcz za najlepszego przedstawiciela gatunku od 1998 roku i legendarnego Half-Life’a. Dodajmy do tego lekki klimat lat 60-tych, znakomitą, obfitującą w zwroty akcji historię, wszechobecny humor oraz częste odniesienia do kultury filmów i seriali szpiegowskich, i w konsekwencji mamy jedną z najbardziej unikalnych produkcji jakie ujrzały światło dzienne w pierwszej dekadzie XXI wieku. Pisma branżowe chwaliły również animacje, voice acting (doskonała Kit Harris w roli Cate oraz Ingi Wagner!), zaawansowaną sztuczną inteligencję wrogów, muzykę, pomysłowość związaną z misjami oraz wiele innych elementów gry. Ale nie oszukujmy się – NOLF nie zdobył niestety wśród graczy popularności na jaką zasługiwał. Dziś, poza osobami które miały przyjemność w niego grać lub też interesują się branżą gier, mało kto pamięta o przygodach Cate Archer. W 2009 roku na łamach Eurogamera pojawił się artykuł poświęcony pierwszemu NOLFowi, i myślę że wspomnienia o Cate najlepiej będzie zakończyć fragmentem z niego:

W dzisiejszych czasach po prostu nie można by stworzyć No One Lives Forever. Nie można, ponieważ byłaby za długa, wymagałaby zbyt dużego zaangażowania i przede wszystkim – nikt nie zaryzykuje dużych nakładów finansowych na grę komediową – gatunek, który juz wyginął.