jackTytuł, pomimo tego że mógłby sugerować poruszenie problemu niezdrowego zainteresowania tapetami i farbami, jest tak naprawdę profesjonalnym terminem występującym w świecie gier. Był on nieodłącznie związany z jednym z najpopularniejszych gatunków końcówki XX wieku, dziś już w zasadzie znajdującym się na marginesie przemysłu elektronicznej rozrywki. Mowa oczywiście o przygodówkach point’n’click. Rozgrywka w tego typu grach była oparta na prowadzeniu dialogów z napotkanymi osobami oraz rozwiązywaniu zagadek, często przy pomocy znajdowanych przedmiotów. Jako że był to również okres szalejącej pikselozy, zauważenie niezbędnych rzeczy do ruszenia fabuły do przodu nie zawsze należało do zadań łatwych. Niekiedy nie pozostawało graczowi nic innego, jak jeżdżenie kursorem po całym ekranie, czekając aż zmieni on kształt na wskazujący możliwość podniesienia przedmiotu. Z podobnymi problemami zmierzyć się musiał nasz dzisiejszy gość, prywatny detektyw – Jack Orlando.

jackdrinkTytułowa postać przeszła w swej karierze brutalną drogę od bohatera do zera. Była gwiazda policji, onieśmielająca blaskiem swego uśmiechu z pierwszych stron gazet, kończy na dnie. I podobnie jak w przypadku wielu obiecujących polskich piłkarzy, na dno to zaprowadził ją alkohol. Wysokoprocentowe trunki będą zresztą odgrywać ważną rolę w całej historii, gdyż akcja czasowo osadzona jest krótko po zniesieniu prohibicji w USA. Naszego bohatera po raz pierwszy poznajemy w barze, oczywiście zalanego w trupa. Nie w smak to właścicielowi lokalu, więc uprzejmie prosi Jacka o skorzystanie z drzwi wyjściowych. Tym razem jednak powrót do domu obfituje w więcej emocji niż zazwyczaj. Stajemy się świadkami morderstwa, stan wskazujący jednak uniemożliwia podjęcie próby ujęcia sprawcy. Kończy się natomiast boleśnie, ponieważ dostajemy w łeb i budzimy się już w asyście stróżów prawa. Oczywiście automatycznie stajemy się głównymi podejrzanymi o zabójstwo, jak się okazuje, majora amerykańskiej armii. Lądujemy w areszcie, dostając jednocześnie ważną życiową lekcję o tym jak istotne są znajomości. Po zamienieniu kilku słów z wysoko postawionym w policyjnej hierarchii kumplem z dawnych lat wychodzimy na wolność, otrzymując 48 godzin na oczyszczenie swego imienia.

jackstreetJack Orlando to typowy przedstawiciel przygodówek point’n’click. Snujemy się nie tylko po ręcznie malowanych ulicach stylizowanego na Chicago miasta, ale również wnętrzach budynków, z których wylewa się klimat amerykańskich lat 30-tych ubiegłego wieku. Fani takich realiów, rozkochani w dziełach pokroju “Sokoła Maltańskiego”, z pewnością będą ukontentowani. Sam poziom graficznego wykonania może nie jest szczytowym osiągnięciem w swojej dziedzinie, nie można mu jednak odmówić swoistego uroku. Również różnorodność lokacji zasługuje na pochwałę, gdyż podczas całej przygody nie czujemy znużenia powtarzającymi się miejscówkami. Należy jednak wspomnieć, że Ameryka wyrwana ze szponów prohibicji została tutaj przedstawiona dość osobliwie, żeby nie powiedzieć wprost – depresyjnie. Podrzędne bary, zabite dechami bloki, brudne ulice. W nastrój ten wpisują się również ludzie – chamscy, opryskliwi, nadużywający ironii. Nasz bohater nie pozostaje im dłużny, zatem najczęściej podczas dialogów jesteśmy świadkami wymiany jadu i szeroko pojętej impertynencji. Zabawne jest to, że najsympatyczniejszymi postaciami są walający się tu i tam żule. Od nich między innymi możemy usłyszeć fachowy werdykt, iż w okresie prohibicji alkohol był dużo lepszy niż po jej zniesieniu. Kulturalny odbiór produkcji ratuje natomiast muzyka. Jest ona autorstwa nie byle kogo, bowiem samego Harolda Faltenmeyera, odpowiedzialnego za ścieżkę dźwiękową do takich filmów jak “Top Gun” czy też “Gliniarz z Beverly Hills”. Muzyka doskonale trafia w klimat czasu akcji gry i spodoba się każdemu, kto lubi stary, klasyczny, dobry jazz.

jackor

jackcoatA jak prezentuje się sama rozgrywka? W skórze prywatnego detektywa Orlando przemierzamy kolejne lokacje, rozmawiamy z napotkanymi osobami i próbujemy wydobyć jakieś informacje na temat tajemniczego mordercy. W międzyczasie przyjdzie nam zbierać leżące wszędzie przedmioty, gdyż często tylko ich poprawne wykorzystanie pozwoli nam dostać się do wcześniej niedostępnego miejsca. Dla przykładu – będziemy potrzebować podkowy, która leży pod nerwowym koniem. By uniknąć poturbowania, musimy ją “wymieść” spod niego wcześniej znalezioną szczotką. Następnie, po wsadzeniu podkowy w rękawicę bokserską, będziemy mogli znokautować nieprzyjemniaczka, nie chcącego nam pożyczyć pewnej rzeczy po dobroci. A tą rzeczą… i tak dalej, i tak dalej. Co ciekawe, przedmiotów które będziemy podnosić jest mnóstwo (nie wiem gdzie Jack je chowa, ale najwidoczniej jego płaszcz dysponuje bardzo głębokimi kieszeniami, będącymi w stanie pomieścić nawet długą deskę), podczas gdy tak naprawdę użycie tylko kilku z nich jest niezbędne do popchnięcia fabuły do przodu. Reszta zalega nam tylko w kieszeniach, podsuwając mylne tropy. Z drugiej strony nie można odmówić temu realizmu, gdyż w życiu przecież też z góry nie zawsze wiemy co nam się przyda a co nie. Niekiedy będziemy zmuszeni również wcisnąć jakiś przycisk lub też popchnąć wajchę, i podobnie jak w przypadku znalezienia niektórych przedmiotów nie obejdzie się bez “lizania ścian”. Jako że stawką jest nasza wolność, nie ma co kręcić nosem tylko zabrać się za jeżdżenie kursorem po ekranie.

jackor2

screenshot_jack_orlando_directors_cut_3Sama historia przedstawia się natomiast nader ciekawie, co chwilę zaskakując fabularnymi twistami. Mamy tutaj co prawda do czynienia ze standardem filmu noir polanego mafijno-kryminalnym sosem, niemniej jednak na pomaganiu Jackowi w rozgryzieniu tajemnicy morderstwa można spędzić wiele satysfakcjonujących godzin. Okaże się bowiem, że intryga swoimi mackami sięga najwyższych szczebli władzy, a jedynym ziarnkiem piasku w trybach tej przestępczej maszyny jesteśmy my sami. Jako że moralny kręgosłup osób którym wadzimy już dawno został przetrącony, czasami będziemy musieli się pilnować by nie skończyć z kulą w głowie. Nikt nie gwarantował, że praca prywatnego detektywa jest bezpieczna. Same zagadki nie zawsze są może łatwe, ale nie można im odmówić logiki. Zatem nawet jak się zatniemy w jakimś momencie, po rozwiązaniu problemu mamy poczucie sensowności naszego postępowania. Bardzo dobrze prezentują się także same lokacje. Detektywistyczne stopy postawimy m.in. w mieście, porcie czy też bazie wojskowej, a w każdej z tych lokacji znajdziemy również kilka budynków do spenetrowania. Moim osobistym faworytem są rozległe piwnice pod jednym z opuszczonych bloków. Przywodzą na myśl bazę jakiegoś tajnego, średniowiecznego stowarzyszenia, jakby żywcem wyjętą z zupełnie innej gry.

jackepilogJack Orlando z pewnością nie jest najlepszym przedstawicielem gier point’n’click i daleko mu na przykład do takich perełek jak seria Monkey Island. Dlaczego więc zdecydowałem się na opisanie właśnie tego tytułu? Bo jest nasz, polski. Pozycja ta została wyprodukowana przez rodzime studio TopWare w 1997 roku, a trzy lata później na rynku pojawiła się lekko odświeżona wersja Jack Orlando: Director’s Cut. Pomimo że pod koniec XX wieku polski przemysł growy znajdował się daleko za światową czołówką, to w kategorii przygodówek mogliśmy się pochwalić kilkoma świetnymi pozycjami pokroju Teenagenta czy też Książe i Tchórza. Jack Orlando również wpisywał się w ten trend, i mimo że nie był pozbawiony wad, miał w sobie pewien magnetyzm trzymający gracza przed ekranem. A sama historia pozostaje w pamięci na długi czas, podobnie jak w przypadku „Sokoła Maltańskiego”. I to jest chyba najlepsza rekomendacja dla przygód detektywa Orlando.